Kaiseri Erciyes – czyli narty w Turcji

Pisząc teksty na bloga wciąż nie mogę się odnaleźć, szukam swojego stylu, który będzie mi odpowiadał.
Chciałbym wrzucać same zdjęcia, ale widzę, że czytacie również teksty, a zdjęcia są tylko dopełnieniem tych historii.
W tym wpisie dotyczącym wyjazdu podzielę go na kilka „rozdziałów” – będzie też trochę hejtu.

Skąd pomysł na narty w Turcji?

Planowaliśmy wyjechać na last minute do ciepłych krajów. Nasze typy to Dubaj, Wyspy Zielonego Przylądka i Zanzibar.
Tydzień przed świętami były super ceny na te kierunki. Niestety termin się zbliżał, a ofert było coraz mniej i były coraz większe ceny. Znaleźliśmy ofertę na narty w Turcji, 1000 zł za osobę, przelot, hotel, jedzenie i skipassy w cenie.
Zastanawialiśmy się długo, bo z 5-cio miesięcznym dzieckiem taka wyprawa nie jest łatwa, dodatkowo był to nasz pierwszy wyjazd z maluchem.
W końcu się zdecydowaliśmy na nieco droższy hotel, który był położony bliżej wyciągu i posiadał basen.

Byliśmy już na nartach w Turcji 4 lata temu, tylko w innych regionie- w Erzurum.
Wyjazd wspominamy bardzo pozytywnie, dlatego zdecydowaliśmy się na ten kierunek również tym razem.

Lot z dzieckiem

Całe życie narzekałem na ludzi latających z dziećmi. Za każdym razem jedno, maksymalnie dwa fotele dalej siedział jakiś krzyczący bachor. Nastawiliśmy się, że odwdzięczymy się tym wszystkim ludziom.

Młody zarówno w jedną jak i drugą stronę większość lotu przespał. Było ciasno, bo z dzieckiem nie ma co liczyć na miejsce przy wyjściu ewakuacyjnym. Po przebudzeniu patrzył się przez okno na chmury.

Nie płakał, nie krzyczał i nie walił nogami w krzesło pasażera z naprzeciwka, szkoda! 😀

 

 

 

 

 

 

 

Wkurzony? Nie! 😀

Ludzie

Na samym początku po przylocie przywitali nas bardzo ciepło. Na samym lotnisku czekał na nas wóz straży pożarnej, który oblewał nasz samolot wodą.

Przy wyjściu z samolotu stały panie z kwiatami dla pilota.

Okazało się, że nasz samolot był pierwszym samolotem turystycznym z Europy. Lotnisko w Kayseri zostało przerobione z lotniska wojskowego na wojskowo-turystyczne, stąd takie powitanie.
Przy wyjściu z lotniska stały dzieci z flagami  Turcji i Polski z napisem „WITAMY”. Kobiety dostawały czerwone goździki.
Przy lotnisku czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka – poczęstunek i lampka szampana.

Ludzie w hotelu

W hotelu obsługa bardzo uprzejma. Okazało się, że bardzo lubią małe dzieci i już na samym początku wszyscy pytali się jak nasz synek ma na imię. Od razu nazywali go „King Filip” „Prince Filip” – nie wiem skąd im się to wzięło i od tego czasu jak tylko nas widzieli wołali: „oooo prince Filipo” i od razu zaglądali do wózka.

Ludzie na mieście

Jednego dnia wybraliśmy się na „zwiedzanie” miasta. Z 5 miesięcznym dzieckiem nie jest to łatwe, ale nie ma rzeczy niemożliwych.

W mieście na szczęście nie było śniegu. Niestety również nie było ludzi mówiących w jakimkolwiek języku, który znamy i potrafimy się dogadać – angielski lub rosyjski.
Mają syndrom „polaczka” myślą, że jak będą wolniej i głośniej wymawiać słowa to ich zrozumiemy. 😀
Byliśmy na Grand bazarze gdzie zjadłem tureckiego kebaPa – jeden z lepszych kebabów w moim życiu.

Nie są nastawieni całkowicie na turystów, nawet „na migi” jest się ciężko dogadać, ale daliśmy rade. 🙂

Warunki narciarskie na wygasłym Wulkanie Erciyes

Hotel położony jest na 2200 m n.p.m, z tego co mówił Hasan -nasz rezydent, śnieg pojawia się w grudniu i może przeleżeć nawet do kwietnia. Ciekawostką jest fakt, że miasto położone 20 km od góry jest 1000 m niżej i śniegu nie widzą przez większość zimy.

Pierwsze trzy dni mieliśmy super warunki do zjeżdżania. Słońce świeciło, niebieskie niebo, a tuż przed naszym przylotem nawaliło 60 cm śniegu.

Stoki wyratrakowane i jest ich dość dużo. Łącznie około 120 km tras.

Niestety w tak wysokich górach – szczyt jest na 3913, a kolejka dojeżdża na 3200 pogoda jest zmienną i czwartego dnia było na zmianę słonecznie i mglisto.

Piątego dnia byliśmy na wycieczce, niestety było pochmurnie – o tym napiszę w dalszej części wpisu. Dwa kolejne dni spędziliśmy na stoku niestety na górę naszły chmury, czasem widoczność była na 30-40 metrów.
Na stoku nie wiedziałem, gdzie jest dół, a gdzie góra, więc przyjemność z jazdy mniejsza, a średnia prędkość spadła…

Ostatniego dnia nie wychodziliśmy na stok, pogoda było już ładniejsza.

Dla miłośników freeride’u jest dużo przestrzeni, na której można pośmigać po świeżym puchu.

Z minusów – kamienie, duże i małe. Na stoku zdarzają się rzadko te małe, które rysują narty, poza stokiem są dużo większe, ale też rzadko. 🙂

Wycieczki

Meczet Gülük Cami z 1210 roku

Tak jak wspomniałem wyżej udaliśmy się na spacer po mieście, dojazd z gór busikiem kosztował nas 7 lirów od osoby. Busik kursuje co 15 minut i dojeżdża do samego centrum miasta.
Miasto ma 2 mln mieszkańców (tak mówił rezydent turecki, wikipedia wspomina o 1 mln) – więcej mieszkańców ma tylko Istambuł.
W mieście nie ma za dużo rzeczy do zwiedzania, mimo, że jego historia sięga czasów starożytnych. Można się przejść po starym cmentarzu, pooglądać meczety – niektóre są dość stare i całkiem ładnie się prezentują. Jest grand bazar, ulica ze straganami i dość duża galeria handlowa. Mówię o miejscach w promieniu 2-3 km od przystanku autobusowego.

Kapadocja

Myślałem, żeby spróbować pojechać tam samemu, wynająć samochód lub coś w tym stylu. Niestety po wizycie na mieście i braku możliwości dogadania się stwierdziłem, że lepiej będzie pojechać z biurem podróży. Nie było tak źle, jak myślałem. Hasan nasz turecki przewodnik bardzo ładnie opowiadał, przybliżył nam historię Turcji i opowiedział też o samym mieście.

Kapadocja czyli w wolnym tłumaczeniu kraina pięknych koni, Filip z greckiego Filipos – miłośnik koni. Na miejscu koni brak 😀

Przystanków było kilka, wielbłąd ze skał, Uçhisar czyli skalne miasto i klasztor, Dolina Göreme, Dolina Miłości, Dolina Wyobraźni, pokaz mody w „fabryce” skór”, skalne kościoły i klasztory w muzeum na powietrzu oraz miały być też loty balonami niestety z powodu złych warunków pogodowych nie latały – ja za to polatałem dronem. 🙂

Niestety pogoda nie dopisała, więc zdjęcia takie jakieś blade wyszły. 🙁

 



Zdjęcia i dron

W końcu zakupiłem drona, nazywa się Dron Fifolot – nazywamy większość naszych sprzętów, odkurzacz to Stefan. 🙂
W pierwszych dniach, jak pogoda dopisywała dopiero uczyłem się latać, robić zdjęcia, kręcić filmy i obsługiwać inne funkcje.
Niestety zanim się oswoiłem ze sprzętem pogoda się popsuła i nie mam zbyt wielu ładnych zdjęć, a większość jest z telefonu, bo na aparacie się nie skupiłem – mam nadzieję, że na przyszłych wyjazdach będę bardziej zorganizowany. 🙂

Podsumowując

Wyjazd uważam za udany, według mnie jest to bardzo dobra opcja nawet w normalnej cenie jako alternatywa do wyjazdów w Alpy itp.
Już kilka lat temu stwierdziłem, że w polskie góry nie ma sensu jeździć, wole dwa lata nie pojechać w polskie góry i pojechać raz a porządnie gdzieś dalej. Wyjeździć się, nie stać w kolejce i nie użerać się z polaczkami na stoku.
Na wyjeździe zrobiłem 90 km na nartach nie jest to jakiś duży wynik, ale jak się ma dziecko to trzeba się wymieniać. Z 8 dni na miejscu jeździłem tylko 5 dni, słyszałem od ludzi z hotelu, że robili mniej więcej 40-50km dziennie bez większej spiny – oczywiście nie licząc wjazdów pod góre.
Udało mi się przypadkowo osiągnąć 98 km/h – moja życiówka to 120 km/h, którą zrobiłem w Erzurum 🙂

W końcu się doczekałem idealnej pogody i ładnego obrazka do stworzenia timelapsa z poruszającymi się gwiazdami.

2 komentarze to “Kaiseri Erciyes – czyli narty w Turcji

  • Cześć
    Super relacja, brakuje mi tylko info o nartach ,to znaczy czy targać swoje czy mają coś dobrego i taniego w ski rent ?

    • Michał Wolski
      2 miesiące ago

      Cześć, jest na miejscu wypożyczalnia i można za około 40zl za dobę komplet sprzętu wypożyczyć. Jakościowo średni sprzęt ale da radę jeździć. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *